Rano, kiedy
czarnowłosa i granatowłosy zeszli do kuchni, czekało już na nich śniadanie
przygotowane przez ich mamę, która właśnie kończyła swój makijaż do pracy.
- Jak wyglądam? – spytała się
dzieci, które aktualnie przeżuwały swoje kanapki. Pokiwali jedynie głowami na
znak, że może być, na co ich mama się łagodnie uśmiechnęła i schowała wszystkie
kosmetyki do swojej kosmetyczki. – To dobrze – pokiwała głową bardziej do
siebie. – Na stole macie bento, a jak coś to kupcie sobie coś jeszcze.
Wychodzę, buziaczki~! – pobiegła do przedpokoju i w pośpiechu założyła buty, a
po chwili słychać było trzask drzwi.
- Papa – powiedzieli oboje
zgodnie, popijając ciepłą herbatką posiłek.
Następnie
poszli w ciszy do swoich pokoi po torby, aby za chwilę wrócić na dół i założyć
buty.
Mukuro
otworzył drzwi, przepuścił swoją siostrę, wychodząc tuż za nią. Zamknął drzwi
na wszystkie zamki i oboje ruszyli do jego sportowego, czarnego BMW.
- Nie jedź za szybko – poprosiła,
zapinając pasy.
- Hai, hai, dla pięknej pani
wszystko. - Spojrzał na nią kątem oka, delikatnie się uśmiechając. Lubił
widzieć ją w tym samochodzie, siedzącą tuż obok niego. Chociaż z chęcią by ją
wziął na tylnim siedzeniu, którego nie posiadał jego samochód. <dop. Kari
xD>
- Nie wygłupiaj się, tylko jedź,
bo spóźnimy się do szkoły – zaśmiała się słodko. Poczuł jak w jego brzuchu
zapierdziela stado motylków, chcących zrobić jak największą destrukcję.
- Już, już – odpalił silnik, po
czym powoli wycofał samochód, wyjeżdżając z podwórka. Będąc już za bramą,
wrzucił pierwszy bieg i ruszył sześćdziesiątką do skrzyżowania, na którym
przystanął, ponieważ pojawiło się czerwone światło.
- Oi, co tak wolno, jednooki
zgniły ananasie? – usłyszeli tak dobrze znany im głos brata Kari, dochodzący z
jeepa, stojącego obok ich BMW. Oboje odwrócili głowy w bok, aby spojrzeć na
kpiąco uśmiechającego się blondyna obok którego siedziała zażenowana
granatowłosa.
- Coś ci się nie podoba łysy
cieciu? – mruknął nieprzyjemnie Mukuro, aż kpiący uśmieszek spełzł Kurosakiemu
z twarzy.
- Nie wyprzedzisz mnie ananasowy
gnojku – warknął, na co jego siostra natychmiast zaczęła krzyczeć, żeby się
uspokoił.
- Pfff, takiego wylniałego zbola
wyprzedzę szybciej niż ci się zdaje, kufufufu~! – zaśmiał się. Odwrócił głowę w
stronę siostry, czując jak delikatnie łapie go za ramię.
- Onii-san, obiecałeś –
powiedziała cicho – nie rób tego…
Bardzo
chciałby… Jednak kiedy usłyszał ponownie drwiący głos Kurosakiego, po prostu
nie mógł się powstrzymać. Blondyn zawsze wiedział jak go wyprowadzić z
równowagi. Do tego nienawidził, gdy jego siostra patrzyła maślanym wzrokiem na
Tasuku, a to dlatego, że był starszy i niby przystojny, phi. On był od niego
przystojniejszy, za takiego się uważał i chyba tak było, skoro więcej kobiet
legła do niego, ale nie ona…
- Trzymaj się mocno – powiedział
dociskając nogą pedał gazu, ale nie zwalniając jeszcze hamulca ręcznego.
Samochód wydał odgłos coraz wyższych obrotów silnika. Tasuku nie pozostał mu
dłużny, obaj czekali na zmianę światła z czerwonego na zieloną, oznajmiającą
start.
SongoPan mocno
ścisnęła obicie siedzenia, tak samo postąpiła jej przyjaciółka.
Czerwone
światło zmieniło swój kolor na pomarańczowy, a dopiero po kilku sekundach na
zielony. Wówczas obaj jak na zawołanie zwolnili hamulce ręczne i ruszyli z
prędkością światła.
- WYŁYSIEJ DZIADU!!!!!! –
krzyknęła przerażona Kari, kiedy jej brat zaczął się rozkręcać z tym swoim
demonicznym, wprost szatańskim uśmiechem.
Obaj szli łeb
w łeb, ale Rokudo miał asa w rękawie. Jego samochód był wprost stworzony do
dużych prędkości, a także miał o wiele lepsze przyspieszenie, które wystarczyło
włączyć, wciskając guzik z napisem „sport” <tak, taki jak ja mam w autku
taty dop. SP XD>. Samochód ananasa wysunął się na prowadzenie, coraz
szybciej nabierając prędkości.
- Onii-san, wolniej… - wyszeptała
błagalnie czarnowłosa, wbijając się w fotel. Nienawidziła kiedy samochód bardzo
szybko nabiera prędkości, czuła lęk, chociaż nie potrafiła wytłumaczyć
dlaczego.
- Spokojnie – powiedział do niej
łagodnie, skupiał się bardzo na drodze, uważając na każdy szczegół na drodze,
bo przecież coś by mogło się jeszcze stać… jego cudownemu autku, na które
namówił rodziców, specjalnie aby móc wozić w nim swoją siostrę. Oczywiście to
również było argumentem, na który przystali ich rodzice.
Wszedł szybko
w zakręt, aż ich lekko zarzuciło, jednak po chwili sprawnie ruszył w dalszą
drogę. Kurosakich zostawił dawno za sobą, co sprawia, że wygra ten wyścig z
palcem w nosie, a jego siostra będzie go chwaliła. Tak, to wspaniały
scenariusz, który nie może się nie spełnić.
Pozostał już
ostatni zakręt, w który wszedł delikatniej. Był bardzo pewny siebie, wjeżdżając
na szkolny parking, podjeżdżał do swojego miejsca parkingowego z tryumfem
wymalowanym na twarzy, jednak nagle zahamował z piskiem opon, kiedy zobaczył,
opierającego się o maskę samochodu Kurosakiego. Zaparkował samochód, po czym
szybko go opuścił, podchodząc niemal jednym susem do chłopaka.
- Jak ty… - niemalże warknął.
Teraz nie ma co liczyć na pochwały swojej siostrzyczki, a było tak blisko…
- Magia~! – rozpostarł swe ramiona,
mówiąc to takim kpiącym głosem. – Za bardzo się podnieciłeś zwycięstwem
ananasowy gnojku~!
- Tasuku-nii, przestań –
przerwała mu Kari, wychodząc z samochodu. – Robisz to specjalnie, żeby
zdenerwować Roku-chana.
- Oczywiście – typowy uśmiech
blondyna, nie schodził mu z ust, kiedy to mówił. – Prawda, zgniły ananasie?
- Ty! – Mukuro chciał już uderzyć
brata przyjaciółki SongoPan, jednak w ostatniej chwili dziewczyna delikatnie
złapała jego ramienia.
- Onii-chan, nie rób tego –
poprosiła, a w jej głosie można było wyczuć nutkę smutku. Wystarczyło, że tak
spojrzała na niego, a on już złagodniał, jedynie rzucił blondynowi wściekłe
spojrzenie i odwrócił się do niego, chcąc odejść.
- Boisz się? – usłyszał głos
Tasuku.
- Tasuku-kun, spóźnisz się do
pracy – zwróciła się do niego czarnowłosa, po chwili podbiegając do brata. Nie
chciała aby ten z powrotem chciał uderzyć brata jej najlepszej przyjaciółki.
Podeszła do
Mukuro, który wyciągnął z samochodu jej torbę, po czym podał jej. Następnie
wyciągnął swój plecak, który niedbale zarzucił na ramię. Zamknął samochód i
rzucił ciche „idziemy” w jej stronę. Spojrzała przez ramię, wzrokiem mówiącym
przyjaciółce, że spotkają się pod klasą.
Ruszyła za
bratem, chcąc go jakoś podnieść na duchu, jednak niezbyt wiedziała jak to
zrobić… Przechodząc obok plastików, słyszała szepty tych głupich panienek,
które śmiały się z niej, że jest tak posłuszna bratu. No cóż… posłuszna to ona
nie była, po prostu brat był zawsze dla niej wzorem i tyle… Zresztą jeśli
chodzi o sprowadzenie na dobre tory ego Mukóra, nie wiedziała, co począć.
Plastiki już dawno zaciągnęłyby go do łóżka, albo do kabiny w publicznej
toalecie, żeby tylko odciągnąć jego uwagę od przegranej. Ale ona nie mogła, z
samego faktu, że jest jego siostrą. Jednak są inne sposoby, aby go pocieszyć,
prawda? Oczywiście, że są.
- Onii-san…
- Hm? – mruknął pytająco,
spoglądając na nią przez ramię.
- Mamy jeszcze trochę czasu do
rozpoczęcia zajęć. Chodźmy na lody. – zaproponowała, po czym delikatnie się
uśmiechnęła. Spoglądając na nią aż nie mógł się nie zgodzić, nawet sam lekko
uniósł kąciki ust. Skinął głową, na co ta zadowolona złapała go za ramię i
pociągnęła w stronę lodziarni, która mieściła się naprzeciwko szkoły.
Cóż… jedyne
lody, jakie mogli tam zakupić były z automatu, jednak nie odstraszało to
klientów, wręcz przeciwnie. Smakowite lody śmietankowe, czekoladowe bądź
truskawkowe przyciągały wiele osób, w tym uczniów.
Kiedy doszli
do pożądanego miejsca, SongoPan poprosiła o lody śmietankowe, tak samo jak jej
brat. Dziewczyna powoli lizała loda, przez co granatowłosy aż się zarumienił,
wyobrażając sobie jak robi to samo z jego przyjacielem. Aż musiał potrząsnąć
głową, aby wyrzucić z głowy sprośne myśli. Jednak jak miał to zrobić, gdy
zobaczył w kąciku ust swojej siostry kropelkę rozpuszczonego loda? Aż zrobiło
mu się gorąco i nie tylko…
- Coś się stało? – spytała
zdziwiona. Dopiero teraz się ocknął, tak bardzo go kusiło żeby zlizać tą
kropelkę przypominającą spermę… O czym ty
myślisz idioto?! To lód, lód! W końcu po prostu wyciągnął rękę w stronę
czarnowłosej i starł ową kropelkę kciukiem.
- Pobrudziłaś się – powiedział
spokojnie, po czym się odwrócił i niepostrzeżenie zlizał kropelkę z kciuka, ale
żeby nie było podejrzeń od razu polizał swojego loda.
Nagle telefon
dziewczyny wydał z siebie dość dziwny dźwięk, jakby ktoś się śmiał, a
dokładniej brzmiał „kufufufu khahahaha~!”.
- Kiedy ty… - mruknął,
spoglądając na nią spod przymrużonych oczu.
- Eto… - zaśmiała się, nie
wiedząc zbytnio jak się wytłumaczyć. Bo co mu powie, że stała za drzwiami i go
nagrywała kiedy się śmiał? Nie… tego na pewno nie powie… Otworzyła wiadomość i
ukradkiem spojrzała na treść. – Ojej, braciszku, za kilka minut lekcje, chodź
szybko, bo się spóźnimy – zmieniła szybko temat, po czym ruszyła niemalże
biegiem w stronę budynku szkoły, gdzie czekała na nią pod salą zniecierpliwiona
przyjaciółka, która wysłała tego sms’a. On, chcąc czy też nie, ruszył za
siostrą, jednak jakoś mu się nie spieszyło na zajęcia.
***
Podczas
długiej przerwy obiadowej Kari w dalszym ciągu była trochę obrażona, że musiała
czekać na przyjaciółkę, ponieważ ta poszła z bratem na lody, zamiast pod salę.
Jednak
SongoPan przekupiła ją trochę kulkami ryżowymi, które zapakowała jej mama. Tak
więc siedziały na parapecie na korytarzu, zajadając się pysznymi kulkami z
serem żółtym w środku.
- Kocham te kulki – rozmarzyła
się granatowłosa.
- Śmiało, jedz, mam ich jeszcze
sporo – uśmiechnęła się jej przyjaciółka.
- Oczywiście, że zjem, twoja mama
robi najlepsze.
- Oi, a skąd wiesz, że to nie ja
je robiłam?
- A robiłaś?
- No dzisiaj nie – westchnęła.
- No widzisz – wyszczerzyła się,
jednak po chwili uśmiech spełzł z jej twarzy. – Idą kłopoty – mruknęła, na co
czarnowłosa spojrzała w tym samym kierunku , co jej przyjaciółka.
- Cholera… Błagam niech on skręci,
no skręć – mówiła pod nosem. Niestety, białowłosy chłopak nie zamierzał nagle
skręcić, wręcz przeciwnie, szedł prosto do nich. W końcu zatrzymał się obok
czarnowłosej.
- Witam piękną panią – skłonił
się szarmancko, na co dziewczynom zrobiło niedobrze.
- Nie jestem tu sama Byakuran –
mruknęła Rokudo. Bardzo nie lubiła tego chłopaka, zawsze się do niej lepił i
próbował się z nią umówić mimo, że jej brata nienawidził od podstawówki i gdyby
mógł, utopiłby go w łyżce wody.
- Ara? Nie zauważyłem cię
Kari-chan – uśmiechnął się w swój głupkowaty sposób.
- Owszem, bo jestem niewidzialna
– powiedziała z kpiną, na co ten się zaśmiał, a to wcale śmieszne nie było…
- SongoPan-chan, pójdziemy razem
do kina? – spytał, delikatnie ujmując dłoń dziewczyny, na co na jej twarzy
pojawił się grymas niezadowolenia. Już miała coś powiedzieć, jednak ją ubiegł –
nic nie mów, wiem, że bardzo chcesz ze mną iść, przecież jesteśmy zakochani,
prawda? – Nagle dziewczyny się uśmiechnęły, widząc kto stoi za białowłosym, ten
zdziwiony odwrócił głowę i zauważył blondyna z cwaniackim uśmiechem.
- Przykro mi, ta pani jest ze mną
– odparł, wymijając go i delikatnie przytulając do siebie czarnowłosą, która z
uśmiechem i delikatnymi rumieńcami wtuliła się w niego, aby tylko dopiec Byakuran’owi,
który odszedł niezadowolony. Wówczas dziewczyna odepchnęła lekko od siebie
brata przyjaciółki.
- Arigato, Tasuku-kun –
uśmiechnęła się lekko. W dalszym ciągu miała na policzkach lekkie rumieńce.
Cóż, musiała przyznać, że bardzo jej się to podobało, jednak nie ma co marzyć,
dla kogoś takiego jak on jest zwykłą gówniarą, przyjaciółką jego młodszej
siostry. Nic poza tym. Westchnęła cicho.
- Nie ma sprawy – puścił jej
oczko. Jak dobrze, że nie wiedział iż ten mały gest znaczył dla niej naprawdę
sporo, ponieważ jej serce automatycznie zaczęło bić ze znaczną prędkością.
- Braciszku, nie masz nic do
roboty? – zadała pytanie granatowłosa, przypominając dwójce o swojej obecności.
Chociaż nie miałaby nic przeciwko, gdyby jej najlepsza przyjaciółka zakręciła się
przy jej bracie. Wręcz przeciwnie, byłaby bardzo szczęśliwa.
- Muszę wypielić kwiatki, chcesz
to zrobić za mnie?
- Znajdź sobie innego sługę,
wyłysiały cieciu – mruknęła, na co ten prychnął urażony.
- Uważaj, bo pierwszej tobie
wypadną włoski od tych farb niż mi – odgryzł się, po czym obrócił się na pięcie
i ruszył w swoją stronę. Pomachały mu, wracając do przerwanej czynności.
Żadne z nich
nie wiedziało, że są obserwowani. I to nie przez byle kogo, a przez samego
Rokudo Mukuro, który stał po drugiej stronie korytarza i z wściekłości zaciskał
pięści. Nienawidził kiedy Byakuran i Tasuku kręcili się wokół jego siostry. Ona
była jego. Nie białej kury, która od dziecka z nim rywalizowała na każdym
kroku, żeby udowodnić mu, że jest gorszy, co niestety dla białowłosego nigdy
nie miało miejsca. To on, Rokudo Mukuro był kapitanem drużyny piłki nożnej, do
której zapisała się nawet jego siostra. Był najlepszym uczniem w szkole, zaraz
po nim w rankingu znajdował się jego najlepszy przyjaciel Gokudera Hayato. Zaś Byakuran
był daleko w tyle.
Pozostaje
jeszcze Tasuku Kurosaki, który również dość często kręci się blisko SongoPan i
do którego ona coś czuje. Jednak on na to nie pozwoli. Kurosaki jest za stary
na jego małą siostrzyczkę, zresztą on jest od niego o niebo lepszy, kocha ją
całym swoim sercem, całą duszą. Przecież chcąc wyrzucić sobie ją z głowy,
spotyka się z wieloma kobietami, z którymi chodzi do łóżka, tylko po to, żeby
ona była bezpieczna, bo przecież wie, jakie mogą być tego konsekwencje.
Niestety coraz częściej myśli o niej jak o kobiecie, a nie jak o siostrze, co
nie powinno się nigdy zdarzyć…
~~~~~~
I kolejny rozdział dodany ^ ^" mam nadzieję, że nie spieprzony za bardzo... Przepraszam za błędy oraz dziękuję Kari za ogromną pomoc :*