sobota, 28 kwietnia 2012

Rozdział 2


Rano, kiedy czarnowłosa i granatowłosy zeszli do kuchni, czekało już na nich śniadanie przygotowane przez ich mamę, która właśnie kończyła swój makijaż do pracy.

- Jak wyglądam? – spytała się dzieci, które aktualnie przeżuwały swoje kanapki. Pokiwali jedynie głowami na znak, że może być, na co ich mama się łagodnie uśmiechnęła i schowała wszystkie kosmetyki do swojej kosmetyczki. – To dobrze – pokiwała głową bardziej do siebie. – Na stole macie bento, a jak coś to kupcie sobie coś jeszcze. Wychodzę, buziaczki~! – pobiegła do przedpokoju i w pośpiechu założyła buty, a po chwili słychać było trzask drzwi.
- Papa – powiedzieli oboje zgodnie, popijając ciepłą herbatką posiłek.

Następnie poszli w ciszy do swoich pokoi po torby, aby za chwilę wrócić na dół i założyć buty.
Mukuro otworzył drzwi, przepuścił swoją siostrę, wychodząc tuż za nią. Zamknął drzwi na wszystkie zamki i oboje ruszyli do jego sportowego, czarnego BMW.

- Nie jedź za szybko – poprosiła, zapinając pasy.
- Hai, hai, dla pięknej pani wszystko. - Spojrzał na nią kątem oka, delikatnie się uśmiechając. Lubił widzieć ją w tym samochodzie, siedzącą tuż obok niego. Chociaż z chęcią by ją wziął na tylnim siedzeniu, którego nie posiadał jego samochód. <dop. Kari xD>
- Nie wygłupiaj się, tylko jedź, bo spóźnimy się do szkoły – zaśmiała się słodko. Poczuł jak w jego brzuchu zapierdziela stado motylków, chcących zrobić jak największą destrukcję.
- Już, już – odpalił silnik, po czym powoli wycofał samochód, wyjeżdżając z podwórka. Będąc już za bramą, wrzucił pierwszy bieg i ruszył sześćdziesiątką do skrzyżowania, na którym przystanął, ponieważ pojawiło się czerwone światło.
- Oi, co tak wolno, jednooki zgniły ananasie? – usłyszeli tak dobrze znany im głos brata Kari, dochodzący z jeepa, stojącego obok ich BMW. Oboje odwrócili głowy w bok, aby spojrzeć na kpiąco uśmiechającego się blondyna obok którego siedziała zażenowana granatowłosa.
- Coś ci się nie podoba łysy cieciu? – mruknął nieprzyjemnie Mukuro, aż kpiący uśmieszek spełzł Kurosakiemu z twarzy.
- Nie wyprzedzisz mnie ananasowy gnojku – warknął, na co jego siostra natychmiast zaczęła krzyczeć, żeby się uspokoił.
- Pfff, takiego wylniałego zbola wyprzedzę szybciej niż ci się zdaje, kufufufu~! – zaśmiał się. Odwrócił głowę w stronę siostry, czując jak delikatnie łapie go za ramię.
- Onii-san, obiecałeś – powiedziała cicho – nie rób tego…

Bardzo chciałby… Jednak kiedy usłyszał ponownie drwiący głos Kurosakiego, po prostu nie mógł się powstrzymać. Blondyn zawsze wiedział jak go wyprowadzić z równowagi. Do tego nienawidził, gdy jego siostra patrzyła maślanym wzrokiem na Tasuku, a to dlatego, że był starszy i niby przystojny, phi. On był od niego przystojniejszy, za takiego się uważał i chyba tak było, skoro więcej kobiet legła do niego, ale nie ona…

- Trzymaj się mocno – powiedział dociskając nogą pedał gazu, ale nie zwalniając jeszcze hamulca ręcznego. Samochód wydał odgłos coraz wyższych obrotów silnika. Tasuku nie pozostał mu dłużny, obaj czekali na zmianę światła z czerwonego na zieloną, oznajmiającą start.

SongoPan mocno ścisnęła obicie siedzenia, tak samo postąpiła jej przyjaciółka.
Czerwone światło zmieniło swój kolor na pomarańczowy, a dopiero po kilku sekundach na zielony. Wówczas obaj jak na zawołanie zwolnili hamulce ręczne i ruszyli z prędkością światła. 

- WYŁYSIEJ DZIADU!!!!!! – krzyknęła przerażona Kari, kiedy jej brat zaczął się rozkręcać z tym swoim demonicznym, wprost szatańskim uśmiechem.

Obaj szli łeb w łeb, ale Rokudo miał asa w rękawie. Jego samochód był wprost stworzony do dużych prędkości, a także miał o wiele lepsze przyspieszenie, które wystarczyło włączyć, wciskając guzik z napisem „sport” <tak, taki jak ja mam w autku taty dop. SP XD>. Samochód ananasa wysunął się na prowadzenie, coraz szybciej nabierając prędkości.

- Onii-san, wolniej… - wyszeptała błagalnie czarnowłosa, wbijając się w fotel. Nienawidziła kiedy samochód bardzo szybko nabiera prędkości, czuła lęk, chociaż nie potrafiła wytłumaczyć dlaczego.
- Spokojnie – powiedział do niej łagodnie, skupiał się bardzo na drodze, uważając na każdy szczegół na drodze, bo przecież coś by mogło się jeszcze stać… jego cudownemu autku, na które namówił rodziców, specjalnie aby móc wozić w nim swoją siostrę. Oczywiście to również było argumentem, na który przystali ich rodzice.

Wszedł szybko w zakręt, aż ich lekko zarzuciło, jednak po chwili sprawnie ruszył w dalszą drogę. Kurosakich zostawił dawno za sobą, co sprawia, że wygra ten wyścig z palcem w nosie, a jego siostra będzie go chwaliła. Tak, to wspaniały scenariusz, który nie może się nie spełnić.
Pozostał już ostatni zakręt, w który wszedł delikatniej. Był bardzo pewny siebie, wjeżdżając na szkolny parking, podjeżdżał do swojego miejsca parkingowego z tryumfem wymalowanym na twarzy, jednak nagle zahamował z piskiem opon, kiedy zobaczył, opierającego się o maskę samochodu Kurosakiego. Zaparkował samochód, po czym szybko go opuścił, podchodząc niemal jednym susem do chłopaka.

- Jak ty… - niemalże warknął. Teraz nie ma co liczyć na pochwały swojej siostrzyczki, a było tak blisko…
- Magia~! – rozpostarł swe ramiona, mówiąc to takim kpiącym głosem. – Za bardzo się podnieciłeś zwycięstwem ananasowy gnojku~!
- Tasuku-nii, przestań – przerwała mu Kari, wychodząc z samochodu. – Robisz to specjalnie, żeby zdenerwować Roku-chana.
- Oczywiście – typowy uśmiech blondyna, nie schodził mu z ust, kiedy to mówił. – Prawda, zgniły ananasie?
- Ty! – Mukuro chciał już uderzyć brata przyjaciółki SongoPan, jednak w ostatniej chwili dziewczyna delikatnie złapała jego ramienia.
- Onii-chan, nie rób tego – poprosiła, a w jej głosie można było wyczuć nutkę smutku. Wystarczyło, że tak spojrzała na niego, a on już złagodniał, jedynie rzucił blondynowi wściekłe spojrzenie i odwrócił się do niego, chcąc odejść.
- Boisz się? – usłyszał głos Tasuku.
- Tasuku-kun, spóźnisz się do pracy – zwróciła się do niego czarnowłosa, po chwili podbiegając do brata. Nie chciała aby ten z powrotem chciał uderzyć brata jej najlepszej przyjaciółki.

Podeszła do Mukuro, który wyciągnął z samochodu jej torbę, po czym podał jej. Następnie wyciągnął swój plecak, który niedbale zarzucił na ramię. Zamknął samochód i rzucił ciche „idziemy” w jej stronę. Spojrzała przez ramię, wzrokiem mówiącym przyjaciółce, że spotkają się pod klasą.
Ruszyła za bratem, chcąc go jakoś podnieść na duchu, jednak niezbyt wiedziała jak to zrobić… Przechodząc obok plastików, słyszała szepty tych głupich panienek, które śmiały się z niej, że jest tak posłuszna bratu. No cóż… posłuszna to ona nie była, po prostu brat był zawsze dla niej wzorem i tyle… Zresztą jeśli chodzi o sprowadzenie na dobre tory ego Mukóra, nie wiedziała, co począć. Plastiki już dawno zaciągnęłyby go do łóżka, albo do kabiny w publicznej toalecie, żeby tylko odciągnąć jego uwagę od przegranej. Ale ona nie mogła, z samego faktu, że jest jego siostrą. Jednak są inne sposoby, aby go pocieszyć, prawda? Oczywiście, że są.

- Onii-san…
- Hm? – mruknął pytająco, spoglądając na nią przez ramię.
- Mamy jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia zajęć. Chodźmy na lody. – zaproponowała, po czym delikatnie się uśmiechnęła. Spoglądając na nią aż nie mógł się nie zgodzić, nawet sam lekko uniósł kąciki ust. Skinął głową, na co ta zadowolona złapała go za ramię i pociągnęła w stronę lodziarni, która mieściła się naprzeciwko szkoły.

Cóż… jedyne lody, jakie mogli tam zakupić były z automatu, jednak nie odstraszało to klientów, wręcz przeciwnie. Smakowite lody śmietankowe, czekoladowe bądź truskawkowe przyciągały wiele osób, w tym uczniów.
Kiedy doszli do pożądanego miejsca, SongoPan poprosiła o lody śmietankowe, tak samo jak jej brat. Dziewczyna powoli lizała loda, przez co granatowłosy aż się zarumienił, wyobrażając sobie jak robi to samo z jego przyjacielem. Aż musiał potrząsnąć głową, aby wyrzucić z głowy sprośne myśli. Jednak jak miał to zrobić, gdy zobaczył w kąciku ust swojej siostry kropelkę rozpuszczonego loda? Aż zrobiło mu się gorąco i nie tylko…

- Coś się stało? – spytała zdziwiona. Dopiero teraz się ocknął, tak bardzo go kusiło żeby zlizać tą kropelkę przypominającą spermę… O czym ty myślisz idioto?! To lód, lód! W końcu po prostu wyciągnął rękę w stronę czarnowłosej i starł ową kropelkę kciukiem.
- Pobrudziłaś się – powiedział spokojnie, po czym się odwrócił i niepostrzeżenie zlizał kropelkę z kciuka, ale żeby nie było podejrzeń od razu polizał swojego loda.

Nagle telefon dziewczyny wydał z siebie dość dziwny dźwięk, jakby ktoś się śmiał, a dokładniej brzmiał „kufufufu khahahaha~!”.

- Kiedy ty… - mruknął, spoglądając na nią spod przymrużonych oczu.
- Eto… - zaśmiała się, nie wiedząc zbytnio jak się wytłumaczyć. Bo co mu powie, że stała za drzwiami i go nagrywała kiedy się śmiał? Nie… tego na pewno nie powie… Otworzyła wiadomość i ukradkiem spojrzała na treść. – Ojej, braciszku, za kilka minut lekcje, chodź szybko, bo się spóźnimy – zmieniła szybko temat, po czym ruszyła niemalże biegiem w stronę budynku szkoły, gdzie czekała na nią pod salą zniecierpliwiona przyjaciółka, która wysłała tego sms’a. On, chcąc czy też nie, ruszył za siostrą, jednak jakoś mu się nie spieszyło na zajęcia.

***

Podczas długiej przerwy obiadowej Kari w dalszym ciągu była trochę obrażona, że musiała czekać na przyjaciółkę, ponieważ ta poszła z bratem na lody, zamiast pod salę.
Jednak SongoPan przekupiła ją trochę kulkami ryżowymi, które zapakowała jej mama. Tak więc siedziały na parapecie na korytarzu, zajadając się pysznymi kulkami z serem żółtym w środku.

- Kocham te kulki – rozmarzyła się granatowłosa.
- Śmiało, jedz, mam ich jeszcze sporo – uśmiechnęła się jej przyjaciółka.
- Oczywiście, że zjem, twoja mama robi najlepsze.
- Oi, a skąd wiesz, że to nie ja je robiłam?
- A robiłaś?
- No dzisiaj nie – westchnęła.
- No widzisz – wyszczerzyła się, jednak po chwili uśmiech spełzł z jej twarzy. – Idą kłopoty – mruknęła, na co czarnowłosa spojrzała w tym samym kierunku , co jej przyjaciółka.
- Cholera… Błagam niech on skręci, no skręć – mówiła pod nosem. Niestety, białowłosy chłopak nie zamierzał nagle skręcić, wręcz przeciwnie, szedł prosto do nich. W końcu zatrzymał się obok czarnowłosej.
- Witam piękną panią – skłonił się szarmancko, na co dziewczynom zrobiło niedobrze.
- Nie jestem tu sama Byakuran – mruknęła Rokudo. Bardzo nie lubiła tego chłopaka, zawsze się do niej lepił i próbował się z nią umówić mimo, że jej brata nienawidził od podstawówki i gdyby mógł, utopiłby go w łyżce wody.
- Ara? Nie zauważyłem cię Kari-chan – uśmiechnął się w swój głupkowaty sposób.
- Owszem, bo jestem niewidzialna – powiedziała z kpiną, na co ten się zaśmiał, a to wcale śmieszne nie było…
- SongoPan-chan, pójdziemy razem do kina? – spytał, delikatnie ujmując dłoń dziewczyny, na co na jej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Już miała coś powiedzieć, jednak ją ubiegł – nic nie mów, wiem, że bardzo chcesz ze mną iść, przecież jesteśmy zakochani, prawda? – Nagle dziewczyny się uśmiechnęły, widząc kto stoi za białowłosym, ten zdziwiony odwrócił głowę i zauważył blondyna z cwaniackim uśmiechem.
- Przykro mi, ta pani jest ze mną – odparł, wymijając go i delikatnie przytulając do siebie czarnowłosą, która z uśmiechem i delikatnymi rumieńcami wtuliła się w niego, aby tylko dopiec Byakuran’owi, który odszedł niezadowolony. Wówczas dziewczyna odepchnęła lekko od siebie brata przyjaciółki.
- Arigato, Tasuku-kun – uśmiechnęła się lekko. W dalszym ciągu miała na policzkach lekkie rumieńce. Cóż, musiała przyznać, że bardzo jej się to podobało, jednak nie ma co marzyć, dla kogoś takiego jak on jest zwykłą gówniarą, przyjaciółką jego młodszej siostry. Nic poza tym. Westchnęła cicho.
- Nie ma sprawy – puścił jej oczko. Jak dobrze, że nie wiedział iż ten mały gest znaczył dla niej naprawdę sporo, ponieważ jej serce automatycznie zaczęło bić ze znaczną prędkością.
- Braciszku, nie masz nic do roboty? – zadała pytanie granatowłosa, przypominając dwójce o swojej obecności. Chociaż nie miałaby nic przeciwko, gdyby jej najlepsza przyjaciółka zakręciła się przy jej bracie. Wręcz przeciwnie, byłaby bardzo szczęśliwa.
- Muszę wypielić kwiatki, chcesz to zrobić za mnie?
- Znajdź sobie innego sługę, wyłysiały cieciu – mruknęła, na co ten prychnął urażony.
- Uważaj, bo pierwszej tobie wypadną włoski od tych farb niż mi – odgryzł się, po czym obrócił się na pięcie i ruszył w swoją stronę. Pomachały mu, wracając do przerwanej czynności.

Żadne z nich nie wiedziało, że są obserwowani. I to nie przez byle kogo, a przez samego Rokudo Mukuro, który stał po drugiej stronie korytarza i z wściekłości zaciskał pięści. Nienawidził kiedy Byakuran i Tasuku kręcili się wokół jego siostry. Ona była jego. Nie białej kury, która od dziecka z nim rywalizowała na każdym kroku, żeby udowodnić mu, że jest gorszy, co niestety dla białowłosego nigdy nie miało miejsca. To on, Rokudo Mukuro był kapitanem drużyny piłki nożnej, do której zapisała się nawet jego siostra. Był najlepszym uczniem w szkole, zaraz po nim w rankingu znajdował się jego najlepszy przyjaciel Gokudera Hayato. Zaś Byakuran był daleko w tyle.
Pozostaje jeszcze Tasuku Kurosaki, który również dość często kręci się blisko SongoPan i do którego ona coś czuje. Jednak on na to nie pozwoli. Kurosaki jest za stary na jego małą siostrzyczkę, zresztą on jest od niego o niebo lepszy, kocha ją całym swoim sercem, całą duszą. Przecież chcąc wyrzucić sobie ją z głowy, spotyka się z wieloma kobietami, z którymi chodzi do łóżka, tylko po to, żeby ona była bezpieczna, bo przecież wie, jakie mogą być tego konsekwencje. Niestety coraz częściej myśli o niej jak o kobiecie, a nie jak o siostrze, co nie powinno się nigdy zdarzyć…

 ~~~~~~
I kolejny rozdział dodany ^ ^" mam nadzieję, że nie spieprzony za bardzo... Przepraszam za błędy oraz dziękuję Kari za ogromną pomoc :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz