sobota, 28 kwietnia 2012

Rozdział 2


Rano, kiedy czarnowłosa i granatowłosy zeszli do kuchni, czekało już na nich śniadanie przygotowane przez ich mamę, która właśnie kończyła swój makijaż do pracy.

- Jak wyglądam? – spytała się dzieci, które aktualnie przeżuwały swoje kanapki. Pokiwali jedynie głowami na znak, że może być, na co ich mama się łagodnie uśmiechnęła i schowała wszystkie kosmetyki do swojej kosmetyczki. – To dobrze – pokiwała głową bardziej do siebie. – Na stole macie bento, a jak coś to kupcie sobie coś jeszcze. Wychodzę, buziaczki~! – pobiegła do przedpokoju i w pośpiechu założyła buty, a po chwili słychać było trzask drzwi.
- Papa – powiedzieli oboje zgodnie, popijając ciepłą herbatką posiłek.

Następnie poszli w ciszy do swoich pokoi po torby, aby za chwilę wrócić na dół i założyć buty.
Mukuro otworzył drzwi, przepuścił swoją siostrę, wychodząc tuż za nią. Zamknął drzwi na wszystkie zamki i oboje ruszyli do jego sportowego, czarnego BMW.

- Nie jedź za szybko – poprosiła, zapinając pasy.
- Hai, hai, dla pięknej pani wszystko. - Spojrzał na nią kątem oka, delikatnie się uśmiechając. Lubił widzieć ją w tym samochodzie, siedzącą tuż obok niego. Chociaż z chęcią by ją wziął na tylnim siedzeniu, którego nie posiadał jego samochód. <dop. Kari xD>
- Nie wygłupiaj się, tylko jedź, bo spóźnimy się do szkoły – zaśmiała się słodko. Poczuł jak w jego brzuchu zapierdziela stado motylków, chcących zrobić jak największą destrukcję.
- Już, już – odpalił silnik, po czym powoli wycofał samochód, wyjeżdżając z podwórka. Będąc już za bramą, wrzucił pierwszy bieg i ruszył sześćdziesiątką do skrzyżowania, na którym przystanął, ponieważ pojawiło się czerwone światło.
- Oi, co tak wolno, jednooki zgniły ananasie? – usłyszeli tak dobrze znany im głos brata Kari, dochodzący z jeepa, stojącego obok ich BMW. Oboje odwrócili głowy w bok, aby spojrzeć na kpiąco uśmiechającego się blondyna obok którego siedziała zażenowana granatowłosa.
- Coś ci się nie podoba łysy cieciu? – mruknął nieprzyjemnie Mukuro, aż kpiący uśmieszek spełzł Kurosakiemu z twarzy.
- Nie wyprzedzisz mnie ananasowy gnojku – warknął, na co jego siostra natychmiast zaczęła krzyczeć, żeby się uspokoił.
- Pfff, takiego wylniałego zbola wyprzedzę szybciej niż ci się zdaje, kufufufu~! – zaśmiał się. Odwrócił głowę w stronę siostry, czując jak delikatnie łapie go za ramię.
- Onii-san, obiecałeś – powiedziała cicho – nie rób tego…

Bardzo chciałby… Jednak kiedy usłyszał ponownie drwiący głos Kurosakiego, po prostu nie mógł się powstrzymać. Blondyn zawsze wiedział jak go wyprowadzić z równowagi. Do tego nienawidził, gdy jego siostra patrzyła maślanym wzrokiem na Tasuku, a to dlatego, że był starszy i niby przystojny, phi. On był od niego przystojniejszy, za takiego się uważał i chyba tak było, skoro więcej kobiet legła do niego, ale nie ona…

- Trzymaj się mocno – powiedział dociskając nogą pedał gazu, ale nie zwalniając jeszcze hamulca ręcznego. Samochód wydał odgłos coraz wyższych obrotów silnika. Tasuku nie pozostał mu dłużny, obaj czekali na zmianę światła z czerwonego na zieloną, oznajmiającą start.

SongoPan mocno ścisnęła obicie siedzenia, tak samo postąpiła jej przyjaciółka.
Czerwone światło zmieniło swój kolor na pomarańczowy, a dopiero po kilku sekundach na zielony. Wówczas obaj jak na zawołanie zwolnili hamulce ręczne i ruszyli z prędkością światła. 

- WYŁYSIEJ DZIADU!!!!!! – krzyknęła przerażona Kari, kiedy jej brat zaczął się rozkręcać z tym swoim demonicznym, wprost szatańskim uśmiechem.

Obaj szli łeb w łeb, ale Rokudo miał asa w rękawie. Jego samochód był wprost stworzony do dużych prędkości, a także miał o wiele lepsze przyspieszenie, które wystarczyło włączyć, wciskając guzik z napisem „sport” <tak, taki jak ja mam w autku taty dop. SP XD>. Samochód ananasa wysunął się na prowadzenie, coraz szybciej nabierając prędkości.

- Onii-san, wolniej… - wyszeptała błagalnie czarnowłosa, wbijając się w fotel. Nienawidziła kiedy samochód bardzo szybko nabiera prędkości, czuła lęk, chociaż nie potrafiła wytłumaczyć dlaczego.
- Spokojnie – powiedział do niej łagodnie, skupiał się bardzo na drodze, uważając na każdy szczegół na drodze, bo przecież coś by mogło się jeszcze stać… jego cudownemu autku, na które namówił rodziców, specjalnie aby móc wozić w nim swoją siostrę. Oczywiście to również było argumentem, na który przystali ich rodzice.

Wszedł szybko w zakręt, aż ich lekko zarzuciło, jednak po chwili sprawnie ruszył w dalszą drogę. Kurosakich zostawił dawno za sobą, co sprawia, że wygra ten wyścig z palcem w nosie, a jego siostra będzie go chwaliła. Tak, to wspaniały scenariusz, który nie może się nie spełnić.
Pozostał już ostatni zakręt, w który wszedł delikatniej. Był bardzo pewny siebie, wjeżdżając na szkolny parking, podjeżdżał do swojego miejsca parkingowego z tryumfem wymalowanym na twarzy, jednak nagle zahamował z piskiem opon, kiedy zobaczył, opierającego się o maskę samochodu Kurosakiego. Zaparkował samochód, po czym szybko go opuścił, podchodząc niemal jednym susem do chłopaka.

- Jak ty… - niemalże warknął. Teraz nie ma co liczyć na pochwały swojej siostrzyczki, a było tak blisko…
- Magia~! – rozpostarł swe ramiona, mówiąc to takim kpiącym głosem. – Za bardzo się podnieciłeś zwycięstwem ananasowy gnojku~!
- Tasuku-nii, przestań – przerwała mu Kari, wychodząc z samochodu. – Robisz to specjalnie, żeby zdenerwować Roku-chana.
- Oczywiście – typowy uśmiech blondyna, nie schodził mu z ust, kiedy to mówił. – Prawda, zgniły ananasie?
- Ty! – Mukuro chciał już uderzyć brata przyjaciółki SongoPan, jednak w ostatniej chwili dziewczyna delikatnie złapała jego ramienia.
- Onii-chan, nie rób tego – poprosiła, a w jej głosie można było wyczuć nutkę smutku. Wystarczyło, że tak spojrzała na niego, a on już złagodniał, jedynie rzucił blondynowi wściekłe spojrzenie i odwrócił się do niego, chcąc odejść.
- Boisz się? – usłyszał głos Tasuku.
- Tasuku-kun, spóźnisz się do pracy – zwróciła się do niego czarnowłosa, po chwili podbiegając do brata. Nie chciała aby ten z powrotem chciał uderzyć brata jej najlepszej przyjaciółki.

Podeszła do Mukuro, który wyciągnął z samochodu jej torbę, po czym podał jej. Następnie wyciągnął swój plecak, który niedbale zarzucił na ramię. Zamknął samochód i rzucił ciche „idziemy” w jej stronę. Spojrzała przez ramię, wzrokiem mówiącym przyjaciółce, że spotkają się pod klasą.
Ruszyła za bratem, chcąc go jakoś podnieść na duchu, jednak niezbyt wiedziała jak to zrobić… Przechodząc obok plastików, słyszała szepty tych głupich panienek, które śmiały się z niej, że jest tak posłuszna bratu. No cóż… posłuszna to ona nie była, po prostu brat był zawsze dla niej wzorem i tyle… Zresztą jeśli chodzi o sprowadzenie na dobre tory ego Mukóra, nie wiedziała, co począć. Plastiki już dawno zaciągnęłyby go do łóżka, albo do kabiny w publicznej toalecie, żeby tylko odciągnąć jego uwagę od przegranej. Ale ona nie mogła, z samego faktu, że jest jego siostrą. Jednak są inne sposoby, aby go pocieszyć, prawda? Oczywiście, że są.

- Onii-san…
- Hm? – mruknął pytająco, spoglądając na nią przez ramię.
- Mamy jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia zajęć. Chodźmy na lody. – zaproponowała, po czym delikatnie się uśmiechnęła. Spoglądając na nią aż nie mógł się nie zgodzić, nawet sam lekko uniósł kąciki ust. Skinął głową, na co ta zadowolona złapała go za ramię i pociągnęła w stronę lodziarni, która mieściła się naprzeciwko szkoły.

Cóż… jedyne lody, jakie mogli tam zakupić były z automatu, jednak nie odstraszało to klientów, wręcz przeciwnie. Smakowite lody śmietankowe, czekoladowe bądź truskawkowe przyciągały wiele osób, w tym uczniów.
Kiedy doszli do pożądanego miejsca, SongoPan poprosiła o lody śmietankowe, tak samo jak jej brat. Dziewczyna powoli lizała loda, przez co granatowłosy aż się zarumienił, wyobrażając sobie jak robi to samo z jego przyjacielem. Aż musiał potrząsnąć głową, aby wyrzucić z głowy sprośne myśli. Jednak jak miał to zrobić, gdy zobaczył w kąciku ust swojej siostry kropelkę rozpuszczonego loda? Aż zrobiło mu się gorąco i nie tylko…

- Coś się stało? – spytała zdziwiona. Dopiero teraz się ocknął, tak bardzo go kusiło żeby zlizać tą kropelkę przypominającą spermę… O czym ty myślisz idioto?! To lód, lód! W końcu po prostu wyciągnął rękę w stronę czarnowłosej i starł ową kropelkę kciukiem.
- Pobrudziłaś się – powiedział spokojnie, po czym się odwrócił i niepostrzeżenie zlizał kropelkę z kciuka, ale żeby nie było podejrzeń od razu polizał swojego loda.

Nagle telefon dziewczyny wydał z siebie dość dziwny dźwięk, jakby ktoś się śmiał, a dokładniej brzmiał „kufufufu khahahaha~!”.

- Kiedy ty… - mruknął, spoglądając na nią spod przymrużonych oczu.
- Eto… - zaśmiała się, nie wiedząc zbytnio jak się wytłumaczyć. Bo co mu powie, że stała za drzwiami i go nagrywała kiedy się śmiał? Nie… tego na pewno nie powie… Otworzyła wiadomość i ukradkiem spojrzała na treść. – Ojej, braciszku, za kilka minut lekcje, chodź szybko, bo się spóźnimy – zmieniła szybko temat, po czym ruszyła niemalże biegiem w stronę budynku szkoły, gdzie czekała na nią pod salą zniecierpliwiona przyjaciółka, która wysłała tego sms’a. On, chcąc czy też nie, ruszył za siostrą, jednak jakoś mu się nie spieszyło na zajęcia.

***

Podczas długiej przerwy obiadowej Kari w dalszym ciągu była trochę obrażona, że musiała czekać na przyjaciółkę, ponieważ ta poszła z bratem na lody, zamiast pod salę.
Jednak SongoPan przekupiła ją trochę kulkami ryżowymi, które zapakowała jej mama. Tak więc siedziały na parapecie na korytarzu, zajadając się pysznymi kulkami z serem żółtym w środku.

- Kocham te kulki – rozmarzyła się granatowłosa.
- Śmiało, jedz, mam ich jeszcze sporo – uśmiechnęła się jej przyjaciółka.
- Oczywiście, że zjem, twoja mama robi najlepsze.
- Oi, a skąd wiesz, że to nie ja je robiłam?
- A robiłaś?
- No dzisiaj nie – westchnęła.
- No widzisz – wyszczerzyła się, jednak po chwili uśmiech spełzł z jej twarzy. – Idą kłopoty – mruknęła, na co czarnowłosa spojrzała w tym samym kierunku , co jej przyjaciółka.
- Cholera… Błagam niech on skręci, no skręć – mówiła pod nosem. Niestety, białowłosy chłopak nie zamierzał nagle skręcić, wręcz przeciwnie, szedł prosto do nich. W końcu zatrzymał się obok czarnowłosej.
- Witam piękną panią – skłonił się szarmancko, na co dziewczynom zrobiło niedobrze.
- Nie jestem tu sama Byakuran – mruknęła Rokudo. Bardzo nie lubiła tego chłopaka, zawsze się do niej lepił i próbował się z nią umówić mimo, że jej brata nienawidził od podstawówki i gdyby mógł, utopiłby go w łyżce wody.
- Ara? Nie zauważyłem cię Kari-chan – uśmiechnął się w swój głupkowaty sposób.
- Owszem, bo jestem niewidzialna – powiedziała z kpiną, na co ten się zaśmiał, a to wcale śmieszne nie było…
- SongoPan-chan, pójdziemy razem do kina? – spytał, delikatnie ujmując dłoń dziewczyny, na co na jej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Już miała coś powiedzieć, jednak ją ubiegł – nic nie mów, wiem, że bardzo chcesz ze mną iść, przecież jesteśmy zakochani, prawda? – Nagle dziewczyny się uśmiechnęły, widząc kto stoi za białowłosym, ten zdziwiony odwrócił głowę i zauważył blondyna z cwaniackim uśmiechem.
- Przykro mi, ta pani jest ze mną – odparł, wymijając go i delikatnie przytulając do siebie czarnowłosą, która z uśmiechem i delikatnymi rumieńcami wtuliła się w niego, aby tylko dopiec Byakuran’owi, który odszedł niezadowolony. Wówczas dziewczyna odepchnęła lekko od siebie brata przyjaciółki.
- Arigato, Tasuku-kun – uśmiechnęła się lekko. W dalszym ciągu miała na policzkach lekkie rumieńce. Cóż, musiała przyznać, że bardzo jej się to podobało, jednak nie ma co marzyć, dla kogoś takiego jak on jest zwykłą gówniarą, przyjaciółką jego młodszej siostry. Nic poza tym. Westchnęła cicho.
- Nie ma sprawy – puścił jej oczko. Jak dobrze, że nie wiedział iż ten mały gest znaczył dla niej naprawdę sporo, ponieważ jej serce automatycznie zaczęło bić ze znaczną prędkością.
- Braciszku, nie masz nic do roboty? – zadała pytanie granatowłosa, przypominając dwójce o swojej obecności. Chociaż nie miałaby nic przeciwko, gdyby jej najlepsza przyjaciółka zakręciła się przy jej bracie. Wręcz przeciwnie, byłaby bardzo szczęśliwa.
- Muszę wypielić kwiatki, chcesz to zrobić za mnie?
- Znajdź sobie innego sługę, wyłysiały cieciu – mruknęła, na co ten prychnął urażony.
- Uważaj, bo pierwszej tobie wypadną włoski od tych farb niż mi – odgryzł się, po czym obrócił się na pięcie i ruszył w swoją stronę. Pomachały mu, wracając do przerwanej czynności.

Żadne z nich nie wiedziało, że są obserwowani. I to nie przez byle kogo, a przez samego Rokudo Mukuro, który stał po drugiej stronie korytarza i z wściekłości zaciskał pięści. Nienawidził kiedy Byakuran i Tasuku kręcili się wokół jego siostry. Ona była jego. Nie białej kury, która od dziecka z nim rywalizowała na każdym kroku, żeby udowodnić mu, że jest gorszy, co niestety dla białowłosego nigdy nie miało miejsca. To on, Rokudo Mukuro był kapitanem drużyny piłki nożnej, do której zapisała się nawet jego siostra. Był najlepszym uczniem w szkole, zaraz po nim w rankingu znajdował się jego najlepszy przyjaciel Gokudera Hayato. Zaś Byakuran był daleko w tyle.
Pozostaje jeszcze Tasuku Kurosaki, który również dość często kręci się blisko SongoPan i do którego ona coś czuje. Jednak on na to nie pozwoli. Kurosaki jest za stary na jego małą siostrzyczkę, zresztą on jest od niego o niebo lepszy, kocha ją całym swoim sercem, całą duszą. Przecież chcąc wyrzucić sobie ją z głowy, spotyka się z wieloma kobietami, z którymi chodzi do łóżka, tylko po to, żeby ona była bezpieczna, bo przecież wie, jakie mogą być tego konsekwencje. Niestety coraz częściej myśli o niej jak o kobiecie, a nie jak o siostrze, co nie powinno się nigdy zdarzyć…

 ~~~~~~
I kolejny rozdział dodany ^ ^" mam nadzieję, że nie spieprzony za bardzo... Przepraszam za błędy oraz dziękuję Kari za ogromną pomoc :*

sobota, 21 kwietnia 2012

Rozdział 1


„Ktoś kiedyś powiedział, że miłość nie wybiera, a kiedy spotkasz tą jedną, jedyną osobę, zaczniesz czuć się jak w siódmym niebie i będziesz potrafił zrobić wszystko dla tej osoby. Ale czy to prawda?
W sumie można byłoby spojrzeć na to pod kątem gejów i lesbijek, ponieważ nie są zbytnio akceptowani przez środowisko, w którym się znajdują. Jednak mają gdzieś ludzi i żyją swoją miłością. Tak samo jak mężczyźni i kobiety, którzy odnaleźli siebie i żyją szczęśliwi będąc ze sobą. Ale co, jeśli ta miłość jest pomiędzy bratem, a siostrą? Wówczas jest to przestępstwo, złamanie prawa moralnego oraz chrześcijańskiego, ponieważ związek pomiędzy rodziną do dziesiątego pokolenia jest zakazany.”



Jeden ze słonecznych dni w Miami. Na dworze było ponad 30 stopni na słońcu, dlatego też ludzie chowali się w chłodnych, klimatyzowanych pomieszczeniach lub też w ogromnych centrach handlowych, gdzie mieści się ponad 100 przeróżnych sklepów, w tym kilka lodziarni, kawiarni i innych gastronomicznych, cudnych miejsc.

- Ale upał – mruknęła czerwonowłosa dziewczyna.
- Oddam wszystko za coś chłodnego… - dodała granatowłosa.
- Kto jest za lodami? – spytała czarnowłosa z lekkim uśmiechem.
- Ja! – obie krzyknęły zgodnie, na co ich czarnowłosa przyjaciółka się zaśmiała cicho.

Ruszyły w stronę najlepszej lodziarni w tej dzielnicy Miami, gdzie serwowali od lodowych pizzy po lodowe spaghetti i koktajle. Każdy smak, jaki posiadali w swym zanadrzu, był znakomity. Nikt nie mógł powiedzieć, że ich lody są popsute, ponieważ czuć był ich znakomity smak.
Będąc na miejscu, wybrały stolik na zewnątrz, jednak pod ogromnym parasolem. Wzięły menu i zaczęły przeglądać, chcąc wybrać najodpowiedniejszy deser dla nich. Po dobrych kilku minutach, podszedł do nich wysoki, szarowłosy kelner o zielonych oczach. Był bardzo przystojny.

- Coś podać? – spytał swym uprzejmym głosem.

Wówczas dziewczęta spojrzały na niego zdziwione, a jedna z nich – granatowłosa, zrobiła się czerwona na widok owego chłopaka.

- Hayato-senpai, co tu robisz? – zadała pytanie ciekawa czarnowłosa.
- Po szkole, pomagam mamie w pracy – odparł spokojnie, ukradkiem spoglądając na granatowłosą dziewczynę. – Kari-chan, dobrze się czujesz?

Owa granatowłosa nazywała się Kurosaki Kari. Jej długie, do pasa włosy były legendą w dzielnicy, chociaż każdy wiedział, że niebieskooka dziewczyna zaraz się znudzi nowym kolorem włosów i przefarbuje się na inny.
 Chodziła do pierwszej klasy w jednej z najbardziej prestiżowych szkół w Miami wraz ze swoją przyjaciółką – SongoPan, z którą znała się od piaskownicy. Brat Kari – Kurosaki Tasuku miał 23 lata i pracował w szkole, do której uczęszczała, jako woźny. Wszystko to po to, aby mógł ją chronić na każdym kroku. Oczywiście za każdym razem perfekcyjnie się tego wypierał.
Dziewczyna szybko pokręciła przecząco głową, nie wypowiadając ani jednego słowa. Zupełnie, jakby głos uwiązł jej gdzieś w przełyku. Jej dwie przyjaciółki zauważyły to i od razu zrozumiały, że potrzebna pomoc.

- Ne, ne, Hayato-senpai, twoja mama musi być zadowolona, że jej pomagasz – czarnowłosa uśmiechnęła się do niego.
- Owszem, jest – odpowiedział z lekkim uśmiechem – jest mało rąk do pracy, więc nic dziwnego.
- Sokka – pokiwała główką czerwonowłosa.
- Mhm, więc co zamawiacie? – zastukał długopisem w notatniczek, tak ponaglająco.
- Poproszę duży pucharek melonowy, Hayato-senpai~!
- Hai, hai, duży melonowy pucharek dla SongoPan – zanotował ładnie w notatniczku.

SongoPan, a dokładnie Rokudo SongoPan. Tak nazywała się owa czarnowłosa dziewczyna. Włosy miała nie dłuższe niż do połowy pleców, zaś grzywkę, która opadała jej na oczy, zaczesywała za ucho, przez co wyglądała naprawdę ślicznie. Do tego delikatnie obrysowywała swe czarne oczy, czarną kredką, aby podkreślić je jeszcze bardziej, dodawała do tego czarny tusz i lekki cień Black Diamond. Czego efektem było, że prawie każdy chłopak spoglądał na nią z niemałą chętką, jednak ona tego nie zauważała, jakby miała ich kompletnie w głębokim poważaniu.
Chodziła do tej samej szkoły, co Kari, a dokładniej były przyjaciółkami z jednej ławki, jak również znały się od piaskownicy, a odkąd poznały młodszą od siebie o rok Yumiko, wówczas stały się nierozłącznym trio, które zna każdy, kto mieszka w ich dzielnicy.
        SongoPan również posiada starszego brata – Rokudo Mukuro, który jest starszy od niej o dwa lata. Jednak nikt, kto by spojrzał na nich, nie powiedziałby, że są rodzeństwem, wręcz przeciwnie. Jedno nie przypomina drugiego, a drugie pierwszego, przez co często byli brani za parę.

- Duży bananowy – powiedziała spokojnie czerwonowłosa.

No i ostatnia z tego trio – Tamayane Yumiko. Jest młodsza od swoich przyjaciółek o rok, chodzi do ostatniej klasy gimnazjum. Rozpoznawalna w każdym miejscu, dziewczyna o płomiennym, czerwonych włosach do ramion oraz błękitnych oczach.
Od śmierci rodziców mieszka razem ze swoim zboczonym wujem – Jirayą, w dzielnicy, w której mieszka rodzina Rokudo i Kurosaki.

- A dla ciebie? – szarowłosy spojrzał łagodnym wzrokiem na Kari, która miała wzrok wlepiony w menu.
- Brzoskwiniowy…
- Duży, średni, mały?
- Duży…
- Dobrze – zanotował. Ktoś ze stolika obok zaczął go wołać, dlatego też przeprosił przyjaciółki i odszedł do innego klienta.
- Arigato – podziękowała cicho granatowłosa, dopiero teraz podnosząc głowę i odprowadzając chłopaka swoim wzrokiem, wyrażającym czystą miłość do niego.
- Dlaczego nie powiesz mu, co do niego czujesz? – zadała pytanie Tamayane, bawiąc się swoją gumką do włosów.
- Niecały rok temu chodziłam z jego najlepszym przyjacielem, stwierdziłby, że chcę ich skłócić, albo coś innego… - powiedziała cicho, trochę załamana. Co by nie zrobiła i tak wyjdzie źle… Beznadziejnie i tyle.
- Ale fajnie by było, gdybyś była moją szwagierką – mruknęła SongoPan. - Szkoda, że wam nie wyszło.
- Czy ja wiem… Nie obraź się SP, ale twój brat zmienia dziewczyny jak rękawiczki. – odpowiedziała jej Kari.
- O wilku mowa – wtrąciła się czerwonowłosa, która siedziała przodem do ulicy. – Czy on nie chodził jeszcze wczoraj z jakąś rudowłosą?
- Tak, wczoraj mieli szybki numerek w domu – w głosie czarnowłosej słychać było zażenowanie. – A co?
- Idzie z jakąś blondynką, obejmuje ją ramieniem – dodała. Nagle przed dziewczynami ktoś postawił trzy pucharki.
- Ciągle mu powtarzam, że powinien przestać żyć takim stylem życia, powinien się ustatkować. – westchnął, ścierając dłonią kropelki potu z czoła. Cała trójka spojrzała na Hayato.
- Cóż, zachowuje się bardzo dziecinnie – wzruszyła ramionami Yumi, po czym przysunęła do siebie swój pucharek lodów. Aż uśmiechnęła się, czując ten pyszny, bananowy zapach.
- I kto to mówi – podsumowała Kari, patrząc w swój brzoskwiniowy deser. Czerwonowłosa wydęła policzki niezadowolona. – Zresztą co racja, to racja. Ciągle robi SP awantury o makijaż i ubrania, a sam robi coś takiego, nie zważając na uczucia tych dziewczyn.
- Szczerze? – wtrącił się Hayato. – Gdyby były mądre, to by nie przystawały na to. Przecież go znają, a jednak lecą do niego jak muchy do lepu.
- O jakim lepie mówisz? – cała czwórka usłyszała spokojne pytanie, dochodzące z ust jakiegoś chłopaka. Spojrzeli w tamtą stronę jak na zawołanie, stał tam wysoki chłopak z wtulającą się w niego wytapetowaną blondynką.
- A wiesz Mukuro, dużo tutaj much się pałęta, więc gadaliśmy o tym, że powinniśmy zakupić lep na nie. – Szarowłosy szybko i zwinnie wywinął się od pytania przyjaciela.
- Sokka – skinął głową, po czym spojrzał na czarnowłosą. – Miałaś się nie malować.
- Daj spokój – zabrała głos Kari, zanim jej przyjaciółka cokolwiek odpowiedziała. – Pasuje jej ten makijaż.
- Właśnie, bardzo ładnie wygląda – przytaknęła jej Yumi.
- Nie wtrącajcie się – uciął szybko chłopak – nie powinna się malować, każdy facet przechodzący obok niej, pożera ją wzrokiem. Do tego, co to za ubranie? Przeglądałaś się w lustrze przed wyjściem? – Cóż, dziewczyna miała na sobie krótkie, jeansowe spodenki oraz błękitną bluzkę zawiązywaną na szyi.
- Co ci się nie podoba? – w końcu odezwała się SongoPan, jej oczy były lekko szkliste, jednak nie uroniła ani jednej łzy.
- To, że wyglądasz jak jakaś dziwka – to był cios poniżej pasa…
- Przegiąłeś – powiedział Hayato, łapiąc przyjaciela za rękę. Blondynka oderwała głowę od ramienia chłopaka i spojrzała z czystą zazdrością na czarnowłosą, która trzęsła się, powstrzymując od płaczu.
- Jesteście parą? – przerwała zalegającą ciszę. SongoPan natychmiast wstała, rzucając na stolik pieniądze za deser.
- Jestem jego siostrą! – krzyknęła, po czym szybkim krokiem zaczęła odchodzić. Jej przyjaciółki również wstały, kładąc pieniądze na stoliku. Bratu przyjaciółki rzuciły wściekłe spojrzenie, zaś szarowłosemu „cześć”, po czym szybko podbiegły do odchodzącej czarnowłosej.
- Rokudo, naprawdę przesadziłeś. – warknął szarowłosy, zbierając pieniądze i dopiero co zrobione desery. Jednak jego przyjaciel nie odezwał się ani słowem.

Nazywa się Rokudo Mukuro, jest starszym o dwa lata bratem SongoPan. Kapitan drużyny piłki nożnej, chodzi do 3 klasy liceum wraz ze swoim przyjacielem Gokuderą Hayato, szarowłosym o zielonych oczach przystojniakiem, który od dzieciństwa buja się w przyjaciółce siostry Mukuro – Kari.
Młody Rokudo posiada granatowe włosy, których czubek układa się w ananasa, od dawna zapuszcza je z tyłu, przez co dłuższe włosy związuje gumką. Prawe oko ma przysłonięte opaską na oko, zaś jego lewe oko jest niebieskie. 

- To twoja siostra? – spytała chłopaka blondynka - wcale nie jesteście do siebie podobni~!

To prawda. Byli rodzeństwem, ale ani jedno, ani drugie nie było do siebie w ogóle podobne.
Mukuro przejął wygląd po ojcu, jednak kolor włosów i oczu po matce, zaś SongoPan posiadała jasną cerę swojej matki oraz delikatne ciało, po ojcu jednak otrzymała w spadku czarne włosy i oczy.
Chłopak od dobrych kilku lat przeklinał los przez, który zostali rodzeństwem, ponieważ nie kochał swojej siostry tylko tą braterską miłością. Kochał ją jak mężczyzna kocha kobietę, chcąc ją chronić na każdym swym kroku, nie pozwalając nikomu innemu się do niej zbliżyć. Dlatego też robił jej awantury za makijaż oraz wyzywające ciuchy. Nie chciał aby ktokolwiek widział jej piękne ciało, za którym tak bardzo szalał i którego również tak bardzo unikał… Oraz którego tak pragnął…

***

            SongoPan leżała na łóżku, wpatrując się w sufit.
Odkąd jej dwie najlepsze przyjaciółki odprowadziły ją do domu, nie wyszła z pokoju. Chciała aby nikt jej nie przeszkadzał, a już najbardziej nie chciała teraz widzieć swojego brata, przez którego płakała dobre kilka godzin. Bo przecież jak jej własny brat mógł powiedzieć, że wygląda jak dziwka? Po prostu chciała ładnie wyglądać, ale nie, jej nie wolno…
Pociągnęła ostatni raz nosem, po czym przymknęła oczy. Na policzkach miała zaschnięte łzy wraz z rozmazanym tuszem, jednak nie chciało się jej tego zmywać.
Nagle usłyszała pukanie do drzwi, a po chwili łagodny głos brata. Zacisnęła lekko usta, nie chcąc wydać z nich żadnego dźwięku.

- Siostrzyczko, przepraszam – cisza, ponowne pukanie – naprawdę przepraszam – znowu cisza. Ponowił czynność kilka razy, mówiąc coraz to bardziej błagalnym tonem.

W końcu wstała z łóżka, podeszła do drzwi, po czym przekręciła kluczyk i otworzyła drzwi. Ujrzała twarz swojego brata, który wpatrywał się w nią tym swoim łagodnym, przepraszającym spojrzeniem.

- Przepra… - nie zdążył dokończyć, ponieważ po prostu go wyminęła i ruszyła w stronę schodów, schodząc powoli. 

Natychmiast ruszył za nią, cały czas powtarzając to samo słowo, jednak ona zachowywała się, jakby go nie słyszała i szła dalej, przed siebie aż w końcu dotarła do kuchni i podeszła do lodówki, z której wyciągnęła karton soku pomarańczowego.
Kiedy chciała się odwrócić, poczuła jak silne ramiona jej brata przyciągają ją do niego. Oparł głowę o jej ramię, zaplątując dłonie na jej brzuchu. Teraz, gdyby ktoś na nich spojrzał, naprawdę stwierdziłby, że są kochankami, a nie rodzeństwem. 

- Błagam, wybacz mi – powiedział cicho, tak aby tylko ona to usłyszała. – Przepraszam siostrzyczko, nie powinienem tak mówić. – Poczuła jak w jej oczach ponownie zbierają się łzy – jesteś moją młodszą siostrzyczką i bardzo się o ciebie martwię, dlatego nie chcę aby ktokolwiek cię skrzywdził. Nie pozwolę na to – dodał ciszej.

~~~~~~~~~~~~~~
No i pierwszy rozdział z głowy. Mam nadzieję, że nie jest nudny ^ ^" Z góry przepraszam za błędy.
Za pomoc dziękuję Kari oraz Yumi <3